Koszyk

ilość produktów: 0
suma: 0.00 zł
zobacz koszyk


Aktualności - starsze


Ojczyzna - synczyzna-dziczyzna

  • 2010.12.21

Gazeta Świąteczna opublikowała tekst Pawła Goźlińskiego na temat ostatniej książki Jarosława Marka Rymkiewicza "Samuel Zborowski".
 

"Trzy ostatnie prozatorskie książki Jarosława Marka Rymkiewicza już obwołano nową polską trylogią. Rzeczywiście układają się w opowieść, choć nie taką, jaką wyczytują z nich prawicowi komentatorzy. I nie do końca taką, jaka wyłaniała się z wypowiedzi samego poety, laureata Nike 2003 za tom "Zachód słońca w Milanówku", dla mniej lub bardziej prawicowych pism.

Pierwsza z trójcy, "Wieszanie" (2007), o samosądach na agentach i zdrajcach w czasie insurekcji kościuszkowskiej, czytano za sugestiami samego autora jako niezrealizowany projekt aktu założycielskiego nowej Rzeczypospolitej. Przecież powinna się ona zacząć od wywieszania komunistów, a nie dogadywania się z nimi przy Okrągłym Stole.

"Kinderszenen" (2008) to akt założycielski odnaleziony. W Powstaniu Warszawskim, wielkiej ofierze, choć Rymkiewicz powiedziałby raczej - rzezi dość krwawej, by z tej krwi czerpały siłę kolejne pokolenia Polaków.

Trzecia część "trylogii" wydana została już po katastrofie smoleńskiej. I po słynnej poetyckiej reakcji Rymkiewicza, który mową po mickiewiczowsku myślaną i wiązaną wyznaczył, kto tu u nas jest jeszcze Polakiem, a kto zdrajcą. Można by i "Samuela Zborowskiego" publicystycznie obrobić. XVI-wieczny banita Samuel Zborowski, skazana na ścięcie figura prawdziwej Polskiej wolności, ginie przecież jak... Zabity przez... Wiadomo.

Taka alegoryczna interpretacja jest możliwa, choć zmieniłaby świetną książkę Rymkiewicza w karykaturę. Ale nawet proponując subtelniejsze próby łączenia poetyckiego z ducha "Samuela Zborowskiego" z bieżącą polityką, próbując zrobić z autora "Wieszania" prawicowego wieszcza, jego publicystyczni egzegeci nie wiedzą, jakie problemy zwalają sobie na głowę. Bo twórczość poety z Milanówka nie nadaje się na sztandary moralnych rewolucji. Jego "Samuel..." jest wręcz pułapką na przerabiaczy poezji w ideologię. Być może w jakiś sposób - chyba nie do końca świadomie - Rymkiewicz-poeta zastawił ją na Rymkiewicza-prawicowego mentora. I mentor w nią wpadł.

A że rzecz cała jest snem, snem o Polsce, opowieść o niej zacząć możemy w dowolnym miejscu. Na przykład od takiej sceny: Jarosław Marek Rymkiewicz staje nad trumną ściętego Samuela Zborowskiego i zanurza chustę w jego krwi. Jak tę opowieść traktować? Jako poetycki obraz? Nie, bo Rymkiewicz zapiera się - tak było naprawdę. "To ja jestem tym człowiekiem z chustką, to jest mój czarny aksamitny żupan, to jest moja chustka, to jest, tam nad jego trumną, moja łysa głowa". Więc może to objaw megalomanii czy też poetyckiego szaleństwa: oto ja, przez bramy czasu przenikam i jestem tym, kim chcę, tam, gdzie chcę?"