Aktualności - starsze
"Chciałbym być krową, żeby jeść trawę" czyli blogerka o "Ręce Flauberta"
- 2011.11.23
Autorka bloga slowoczytane.blogspot.com sięgnęła po "Rękę Flauberta" i napisała:
Biografie byłam zmuszona czytać na studiach, nad kilkoma prawie umarłam, a dobre wspomnienia mam właściwie tylko z dwiema książkami. Obie są autorstwa Jarosława Marka Rymkiewicza. Już tytuły są fajne: "Juliusz Słowacki pyta o godzinę" oraz "Aleksander Fredro jest w złym humorze". Kto nie czytał - polecam! Nawet jeśli niespecjalnie interesuje Was Słowacki i Fredro, to warto zajrzeć do tych książek chociażby po to, żeby sprawdzić, jak można pisać. Dla mnie jest to mistrzostwo świata!
Renata Lis z J.M. Rymkiewiczem pracowała i, jak dobrze!, po części przejęła od niego sposób pisania. "Ręka Flauberta" zachwyciła mnie, oczarowała i w ogóle zła jestem na siebie, że zanim po książkę sięgnęłam, odleżała ponad miesiąc na półce. Bo na takie perełeczki biograficzne, które czyta się jednym tchem, a przy tym chłonie z nich całą masę informacji, nie trafia się często.
Przede wszystkim "Ręka Flauberta" nie przedstawia faktów z życia autora "Pani Bovary" w porządku chronologicznym - od tego jest kalendarium na końcu. Jest w niej móstwo faktów, ale też spekulacji: autorka często nie twierdzi, że coś stało się na pewno, lecz zakłada, że mogło się stać - chociaż pewności już nigdy mieć nie będziemy. Opisuje nie tylko przełomowe momenty z życia pisarza, lecz także przedstawia z pozoru nieistotne detale, np. to, jak wyglądał gabinet Flauberta, co widział z okna, jakie układy łączyły go z guwernantką siostrzenicy.