Koszyk

ilość produktów: 0
suma: 0.00 zł
zobacz koszyk


Aktualności - starsze


W "Toposie" o "Ręce Flauberta" Renaty Lis pisze Artur Fryz

  • 2013.07.02

[Źródło tekstu: dwumiesięcznik literacki "Topos" (Sopot) 2013, nr 3]

 

ARTUR FRYZ

 

LITERATURA JAKO UŚCISK

NIEOBECNEJ DŁONI

(O RĘCE FLAUBERTA RENATY LIS

MYŚLI KILKA)

               

W latach 1850–1852 rodzi się, według autorki fascynującej biografii Gustawa Flauberta, nowoczesne pojmowanie literatury. „Nikt przed nim (Flaubertem – przyp. a.f.) nie był pisarzem w tak ekstremalny i tak metodyczny sposób. Nikt przed nim nie przeżywał pisarstwa jako losu i nie czynił z tego zasady swojego istnienia” – pisze Renata Lis. Podróż do Kairu w sensie egzystencjalnym i praca nad Panią Bovary w sensie artystycznym otwierają nowy rozdział nie tylko w życiu i twórczości Gustawa Flauberta, ale i w dziejach kultury europejskiej. Tak, w dużym uproszczeniu, brzmi jedno z ważniejszych rozpoznań książki, której lektura była dla mnie istotnym osobistym przeżyciem czytelniczym. Tytułowa metafora tego biograficznego eseju medytacyjnego (bo tak należałoby – posługując się tekstem laudacji pióra Tomasza Burka – gatunkowo zakwalifikować książkę) jest świetną egzemplifikacją wizji literatury, którą prezentuje i którą zarazem realizuje. Biograficzny szczegół z życia autora Salammbô (poparzona w młodości dłoń) staje się metaforycznym kluczem do jego życia i pisarstwa. Ręka to symbol sposobu istnienia (znajduje to odzwierciedlenie w bogactwie frazeologicznym zawartym w języku, m.in.: całować dłoń, ściskać prawicę, ręczyć za coś, zaciskać pięść, być zręcznym) i pisarstwa. Ale ręka to zarazem organ zmysłowego istnienia po prostu. Nieuchwytne, ale fascynujące napięcie pomiędzy przestrzenią symboliczną i faktyczną, ich wzajemne przenikanie się i nierozdzielność – stanowią – w moim przekonaniu – istotne źródło wysokiej artystycznej wartości książki Renaty Lis.

 

Pojmowanie życia i twórczości jako sposobu uobecniania nieobecności – to według pisarki – charakterystyczny rys biografii artystycznej autora Herodiady. Poparzenie oznacza doświadczenie traumy i zarazem jest traumą. Egzystencja i twórczość pisarza zafascynowanego urodą życia jest zarazem porażona horrorem istnienia, naznaczona cierpieniem i śmiercią. Nie bez powodu autorka odnotowuje, że nie udało się zrobić pośmiertnego odlewu dłoni pisarza…

 

Biografia i autobiografia myśli i emocji

 

Ręka Flauberta jest biografią rzetelną, świadczy o tym chociażby zamieszczone w książce kalendarium odnotowujące wszystkie najważniejsze znane nam zdarzenia z życia pisarza. Dowodzi tego obszerna literatura przedmiotu i podmiotu, na jaką się powołuje i do jakiej odnosi się autorka. Istotny wgląd w twórczość Gustava Flauberta daje Renacie Lis praca translatorska. Wraz z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem przetłumaczyła Trzy baśnie Flauberta. Tłumaczyć zaś pisarza, to docierać do jego najgłębszych pokładów, to coś więcej, niż zastosowanie się do słynnej formuły Goethego: „wer den Dichter will verstehen, muss in Dichters Lande gehen”, choć i to wskazanie Renata Lis zrealizowała. Ta pieczołowicie odtwarzająca fakty książka, jest jednak przede wszystkim biografią finezyjną. To proza o niezwykłym bogactwie obrazowania i szerokim eseistycznym oddechu, a przede wszystkim o niepowtarzalnej urodzie muzycznej frazy. O wadze muzyki słowa pisze autorka posługując się słowami Flauberta z listu do George Sand: „Dlaczego więc istnieje nieunikniony związek między słowem trafnym a muzykalnym? Dlaczego dochodzi się zawsze do napisania wiersza, gdy kondensuje się swoją myśl? Prawo liczby rządzi więc uczuciami i obrazami, i to, co wydaje się zewnętrzną formą, jest po prostu treścią”. Już za samą melodię zdań chciałem, czytając pewne partie tej książki, autorkę objąć i uściskać. Nie byłem jednak pewny, czy to wchodzi w rachubę jako metoda krytycznoliteracka.

 

Ręka Flauberta to książka, która w dużym stopniu jest autobiografią myśli i powściąganych emocji. Zapisem odkryć dotyczących przedmiotu poznania, ale i procesu poznawania, chodzenia po ścieżkach mistrza (bo czuje się wyraźnie, że przedmiot jej zainteresowania – nie podlega wyłącznie badaniu, ale jest też obiektem uczucia), a także niebanalnych refleksji na temat naszej współczesności. Ta książka nie jest tylko biografią, nie jest też wyłącznie autobiografią, nie jest też książką historyczną ani też wyłącznie współczesną. Jest wszystkim po trochu, a medytacyjnym esejem przede wszystkim. Wydaje się, że intencją, która jej powstawaniu towarzyszyła było takie utożsamienie się przez autorkę z przedmiotem opisu, by umieścić jego cechy także w sposobie opisywania. A ponieważ rewolucyjność Flauberta w literaturze polegała przede wszystkim na zbudowaniu zdystansowanej narracji – która jednak nie wykluczała ledwie wyczuwalnego, ale obecnego współczucia (w sensie Schopenhaeurowskim i buddyjskim) wobec bohaterów – ten dystans i bliskość odnajdujemy także w sposobie pisania Renaty Lis. I to stanowi jedno z jej artystycznych zwycięstw.

 

Książka erotyczna

 

Mikołaj Bierdiajew w swojej pracy Sens twórczości formułuje – bardzo mi bliską – tezę o twórczym, kreatywnym charakterze filozofowania, kładąc nacisk na aktywny, a nie jak chce wielu racjonalizujących myślicieli – pasywny, aspekt aktu filozoficznego. To, co pisze on w odniesieniu do filozofii, pasuje – moim zdaniem – do pisarstwa, do uprawiania literatury w sensie, w jakim czyni Renata Lis i jaki i mnie jest bliski. Pozwolę sobie więc na aktywny zabieg wobec cytatu, który przytoczę, wstawiając w miejsce, gdzie Bierdiajew pisze: „filozofia”, słowa: „pisarstwo” i „literatura”: „Pisarstwo, właśnie dlatego jest sztuką, a nie nauką, że zakłada Eros, wybierającą miłość. Erotyczna otoczka pisarskich wizji w radykalny sposób odróżnia literaturę od nauki. Pisarstwo jest sztuką erotyczną. Najbardziej twórczy pisarze są erotyczni, jak na przykład Platon. Pisarze pozbawieni erotyki być może najbardziej zbliżają się do typu naukowego, ale w pisarstwie nie osiągają żadnych wizji. Poznanie literackie jest aktem twórczym, jest ze swej natury erotyczne.”

 

Erotyzm, który rozpoznaję u autorki Ręki Flauberta, objawia się – w sposób dość oczywisty – we wspomnianym już uczuciowym stosunku do przedmiotu-podmiotu poznania. Erotyczna jest zmysłowość tej książki, jej wrażliwość na barwę, dźwięk, kształt, smak. Wystarczy tutaj przywołać cały rozdział, który poświęciła autorka walorom kulinarnym (ale i kulturowym) gryczanej kaszy. Ale to nie jedyne poziomy erotycznego nurtu tej książki. Jednym z centralnych wydarzeń w biografii swego bohatera uczyni ona spotkanie z egipską kurtyzaną Kucziuk-Hanem. To właśnie podróż do Egiptu i erotyczna przygoda pisarza zyskują sens wykraczający – wg autorki – poza obyczajowy epizod. Stają się katalizatorem egzystencjalnego i artystycznego przełomu w życiu pisarza. Wątek miłosnych, erotycznych związków Flauberta z kobietami jest zresztą niezwykle ważnym elementem kompozycyjnym i treściowym książki. Wystarczy przywołać rewelacyjny rozdział poświęcony tajemniczej obecności w życiu autora Pani Bovary guwernantki Juliet Herbert: „Miss Herbert gubi pantofelki”. W sensie głębokim książka Renaty Lis jest pochwałą i zarazem realizacją koncepcji literatury jako erotycznego wtajemniczenia. Niezwykłej umiejętności uobecniania nieobecnego. Z Juliet Herbert, jak pisze na początku wspomnianego rozdziału: „z całej jej materialności, nie przetrwało do naszych czasów wiele, właściwie tylko dwie rzeczy: „łagodny stok jej piersi” i ranne pantofle”. Nie zostało wiele, a przecież tę odrobinę literacka pasja i talent pisarki potrafią przekształcić w intrygującą, przykuwającą uwagę, stylistycznie wysmakowaną, prozę. Na najgłębszym poziomie bowiem erotyzm tej książki, jest erotyzmem – tak to ośmielę się nazwać – orfickim. W akcie pisarskiej miłości schodzi Renata Lis w krainę umarłych i udaje się jej choć na chwilę, zanim się nie odwrócą w stronę swych grobów, zanim czytelnik nie powróci do swych codziennych spraw – przywrócić im życie.

 

Rzecz o umieraniu Europy

 

Renata Lis wpisuje się swą książką w długi szereg autorów sceptycznych wobec współczesności, więcej – tych, którzy widzą realizujący się tu i teraz scenariusz zagłady. Przy czym robi to z niezwykłym wdziękiem, bez patosu i kassandrycznych zaklęć. Nie bez przyczyny autorka prowadzi nas na grób Rene Chateaubrianda, tego, od którego niektórzy wywodzą dzieje cywilizacyjnego pesymizmu w literaturze europejskiej. Choć oczywiście źródło bije, jak we wszystkim, co europejskie, już w antyku pogańskim i chrześcijańskim. Pesymistyczna historiozofia sięga bowiem Hezjoda i świętego Jana. Ma rację Jarosław Marek Rymkiewicz, kiedy pisze o tej książce: Flaubert ze swoim życiem i ze swoimi powieściami jest więc świadectwem tego, co stało się (i właśnie staje – na naszych oczach) z Europą, a więc świadectwem tego, co czeka nas wszystkich. Opowiadając o Flaubercie, Renata Lis opowiada zatem o końcu naszej cywilizacji. Przeczytajcie Rękę Flauberta – nawet jeśli nie czytaliście żadnej powieści Flauberta. Nawet jeśli ten pisarz nic was nie obchodzi. Przeczytajcie Rękę Flauberta, a dowiecie się, jak długo jeszcze będziemy istnieli.” Sposób, w jaki autorka charakteryzuje Flauberta potwierdza to rozpoznanie: Ogarniały go myśli katastroficzne. Widział jak z wojny wyłania się świat barbarzyński i prostacki, przepojony duchem militaryzmu, żądzą odwetu i zysku; w perspektywie najdalej stu lat spodziewał się – wspominałam już o tym – „wojny ras” z ofiarami idącymi w miliony. Przez skórę czuł dokonującą się przemianę cywilizacyjną, która musiała skończyć się zagładą sztuki i człowieka – i nie pomylił się, chociaż był to dopiero początek długiego procesu. U jego kresu stanęły naprzeciw siebie Cywilizacja Gułagu i Cywilizacja Konsumpcji, które dzisiaj, po upadku dzielącego je muru, przeglądają się w sobie nawzajem, ze zdziwieniem odkrywając swoje bliźniacze podobieństwo.” Cytat nie pozostawia nam wątpliwości, co do jej oceny zmian cywilizacyjnych, w których bierzemy, chcą nie chcąc, udział.

 

Cała książka usiana jest dyskretnymi, ale konsekwentnie pojawiającymi się ironicznymi uwagami dotyczącymi współczesności. Przytaczam kilka, ukazujących ich rozpiętość: od refleksji ogólnocywilizacyjnych, jak ta przytoczona uprzednio, po uszczypliwości obyczajowe. Oto co pisze o młodych „nadziei świata”: „Kolegium nazywa się dzisiaj Lycée Pierre Corneille i nadal kształci młodych Francuzów, nowych dzikich, którzy zrzucili z ramion ciężar historii.”, „Kiedy robiłam zdjęcia dziedzińca, zegara z inskrypcją i bramy, dziewczyny z Lycée Corneille myślały, że chodzi o film, do którego zostaną zaangażowane – jak wszystkie dziewczyny na każdej prowincji świata.”. O sytuacji Kościoła we Francji: „Kościół jest tu prawdziwie ubogi i zagrożony wymarciem. (…) Zupełnie jakby chrześcijanie wrócili tu do czasów rzymskich i znowu spotykali się w katakumbach.”. Szczególnie mocno brzmi krytyka współczesnej „zbrodni na przestrzeni”, której dokonujemy: „Z wielkim entuzjazmem zbudowaliśmy sobie świat, w którym nie da się już podróżować.”, „Bo podróż autostradą ograbia nas ze wszystkich ludzkich odniesień – z czasu i przestrzeni, czystego powietrza, krajobrazu, otwartego nieba, doświadczenia gościnności, domowego posiłku, fizycznego utrudzenia, niespodziewanego deszczu, zmylenia drogi w lesie, zbójców, przypadkowego spotkania, opowieści przy ognisku – a zamiast tego wplata nas w system obcych odniesień, które są odniesieniami maszyny, wyznaczanymi przez kolejne punkty poboru paliwa i przemysłowej żywności.”

 

Podręcznik przestrzeni

 

Współczesna cywilizacja oferuje człowiekowi nieludzką przestrzeń, to jedna z czytelnych i dobrze uzasadnionych konstatacji książki. Prawdziwie ludzki świat, a więc i godna tego miana literatura, to w dużym stopniu sprawa przestrzeni. To przekonanie jest implicite obecne w książce Renaty Lis. Świadczy o tym pieczołowitość, z jaką odtwarza topograficzne szczegóły. Warto w tym aspekcie zwrócić uwagę na początek rozdziału pt. Ktoś za mną stoi. Nie przypadkiem już pierwsze zdanie książki przedstawia jej głównego bohatera jako „literata udającego się do Tunisu”. Objawia się to też w żalu, który wyraża narratorka, gdy konstatuje, iż Flaubert nie skorzystał z zaproszenia Turgieniewa do odwiedzenia Rosji: „Jaka niezwykła książka mogłaby z tego wyniknąć!” – wykrzykuje. Przestrzeń jest ważnym bohaterem książki. Ciekawe byłoby sporządzenie mapy świata wewnętrznego tej prozy. Idąc tropem mistrzów krytyki tematycznej warto byłoby tę właśnie kategorię świata przedstawionego w książce Lis zbadać. Wymagałoby to osobnego szkicu, dla obecnych potrzeb wspomnę tylko, że splatają się tu szlaki podróży i życia Flauberta z przestrzeniami wędrówek autorki. Nasza wyobraźnia wędruje od Egiptu, poprzez rodzinne Rouen i Croisset pisarza, Londyn związany z Juliet Hebert, po polskie kresy wschodnie i Rosję, aż po – poprzez buddyjskie i hinduistyczne odniesienia – Daleki Wschód.

 

O tym, jaką wagę Renata Lis przywiązuje do przestrzeni nie tylko jako kategorii literackiej, ale właśnie jako kształtu egzystencji niech świadczy fragment, który dla jego urody zdecydował się zacytować Tomasz Burek, ołówkiem podkreślił go też Krzysztof Kuczkowski (miałem okazję przeglądać jego osobisty egzemplarz tej książki) i który również mi wydał się godny przytoczenia, nie tylko ze względu na myśl, którą niesie, ale i sposób, w jaki to czyni: „Aby sztuka mogła istnieć, musi istnieć ziemia w swoim archaicznym, niezmienionym przez technikę kształcie – zawieszona w kosmicznej ciszy ziemia czterech żywiołów, roślin i zwierząt, ziemia dnia i nocy oraz powracających ciągle od nowa pór roku, którą człowiek może zamieszkiwać po ludzku, czyli taka, która pozwala mu się modlić – za pomocą codziennej krzątaniny, muzyki, literatury, wędrówki lub w jakiś jeszcze inny sposób. Taka ziemia, jak u nas na Wschodzie, na Wileńszczyźnie, Kijowszczyźnie, Uralu – przetrwała trochę dłużej niż w Croisset, a dzisiaj istnieje już tylko w enklawach, w leśnych siedliskach albo w gościnie u benedyktynów, gdzie można sobie przypomnieć, jak to jest być człowiekiem.”

 

Proza metafizyczna

 

„Jakże oni mieszkają w naszych sercach, ci zmarli! Każdy z nas nosi w sobie własną nekropolię” – ten cytat z listu Flauberta do George Sand przywołuje autorka realizując jeden z głównych myślowych wątków tej książki – opis szczególnych związków Flauberta z Krainą Umarłych. Cień śmierci najbliższych położył się na życiu pisarza od wczesnej młodości i zdecydował w dużym stopniu o kształcie jego losu i twórczości. Choroba, cierpienie i śmierć towarzyszyły pisarzowi także z powodu lekarskiej profesji jego ojca. Już w dzieciństwie pisarza, jak to ujmuje Renata Lis: „otworzyły się drzwi dzielące świat od zaświatów i szedł od nich straszliwy przeciąg”. Obecność zmarłych był to w jego twórczości: „temat tematów – czarna podszewka wszystkich jego książek, dzięki której tkanina literatury nabiera u niego ciała i barwy.” Duchowemu aspektowi życia i twórczości Flauberta książka ta poświęca bardzo dużo uwagi. Bardzo to cenne, gdyż pisarz ten w wielu lapidarnych słownikowych ujęciach kwitowany jest mianem „pierwszego naturalisty”, naturalizm zaś kojarzy się z tendencją, jeśli nie anty, to co najmniej ametafizyczną. Tymczasem Flaubert i sama autorka nawiązują niejednokrotnie do tragicznej – antycznej i wczesnochrześcijańskiej wiedzy o istocie losu. Światy i zaświaty przenikają się tutaj w duchu jakże bliskim nam, przedstawicielom narodu, w którego literaturze centralne miejsce zajmuje obrzęd Dziadów.

 

„Błogosławieństwo każdej prawdziwej kultury tkwi w tym, że jest ona kultem przodków, czcią oddawaną mogiłom i pomnikom, związkiem synów z ojcami.” – pisał cytowany już Bierdiajew w Filozofii nierówności i przekonanie to zdają się podzielać zarówno Flaubert, jak i medytująca nad jego fenomenem autorka. O tajemniczych związkach pomiędzy tym, a tamtym światem traktuje rozdział Ktoś za mną stoi. Wiele fragmentów poświęconych jest tu szczególnemu stosunkowi pisarza do religii. Cały rozdział książki pisarka decyduje się zatytułować po prostu: Jezus Chrystus. Autorka przytacza między innymi taki zapis z młodzieńczego dziennika pisarza: „Moje pragnienie, żeby Jezus Chrystus istniał, i to że jestem jego istnienia pewien, bierze się stąd, iż misterium Męki uważam w całości za rzecz najpiękniejszą z tych, jakie istnieją na świecie”. Cytuje też jeden z jego listów dotyczących religii: „Każdy poszczególny dogmat odpycha mnie, ale uważam uczucie, które je wymyśliło, za najpoetyczniejsze i najbardziej wrodzone ludzkości. Nie lubię bynajmniej filozofów, którzy zobaczyli w nich tylko kuglarstwo i głupotę. Ja odkrywam tam konieczność i instynkt; toteż szanuję tak samo Murzyna całującego swego fetysza, jak katolika u stóp Najświętszego Serca”. Stereotypowe wyobrażenie Flauberta jako agnostyka, wolterianina i antyklerykała ulega pod piórem Renaty Lis przeobrażeniu i podsumowane zostaje między innymi taką konstatacją: „Ambiwalentny stosunek do religii, jaki Flaubert wyniósł z dzieciństwa, pozostał w mocy przez całe jego życie, a była to ambiwalencja w pełnym tego słowa znaczeniu, to jest taka, która zachowuje w równowadze obie swoje strony: stronę pozbawionej złudzeń nadświadomości i stronę absolutnej powagi w obliczu spraw ostatecznych, stronę ironii i stronę liryzmu.” Uzupełnieniem tego stwierdzenia niech będzie jeszcze takie zdanie: „Flaubert żywił autentyczny szacunek wobec religijności cichej i prostej (takiej jak religijność Félicité z Czystego serca), nie znosił natomiast zarówno rezonujących ateuszy, jak politycznego katolicyzmu swoich czasów…”. Autorka zwraca uwagę na fakt, że pisana pod koniec życia Legenda o świętym Janie Szpitalniku kończy się właśnie taką niejednoznaczną, ambiwalentną wizją Chrystusa. Wydaje się, że w odniesieniu do Flauberta można by użyć paradoksalnej tezy Miguela de Unamuno z Agonii chrześcijaństwa: „Prawdziwi ateiści są do szaleństwa zakochani w Bogu”. Aura tajemnicy w kwestiach metafizycznych przenika całą książkę. Co ma na przykład znaczyć odautorskie zdanie kończące rozdział Jezus Chrystus: „Bo przecież w człowieku nic nie ginie, co najwyżej zmienia swoją formę”. Czy należy je czytać tylko i wyłącznie w odniesieniu do kontekstu, czy można w nim odnaleźć bardziej uniwersalne wyznanie? Co nam sugerują dyskretnie umieszczone dalekowschodnie tropy? Sprawa posążku Buddy, jednego z elementów wyposażenia mieszkania Flauberta, który przetrwał do naszych czasów, ale też szczególna definicja pisarstwa, którą proponuje nam autorka: „Tym właśnie jest codzienne życie pisarza – poszukiwaniem idealnego dystansu (…). Sekwencją karkołomnych figur powiązanych oddechem – niekończącą się vinyasą.”

 

O metafizyczności tej prozy decyduje przede wszystkim tajemnicza dialektyka obecności i nieobecności, która taką rolę odegrała w życiu i twórczości Flauberta i która, Ręka Flauberta nie pozostawia w tym względzie wątpliwości, ma ogromne znaczenie dla Renaty Lis. Pisze ona: „…obecność i nieobecność to dwie strony tej samej monety, z których to właśnie ta druga strona, lewa, jest może prawdziwsza – przecież to stamtąd przychodzimy i po krótkiej przerwie znów tam zmierzamy.” I jeszcze: „obecność przeżywana poprzez nieobecność, która wyraża się w znakach symbolicznych – ma też coś wspólnego z pisarstwem...”. Nie udało się rodzinie po śmierci pisarza zrobić odlewu dłoni Flauberta, ale Renata Lis zdołała uczynić coś więcej. Metodą, którą podpatrzyła u swoich mistrzów: tych, których wymienia – Flauberta, Rymkiewicza, Przybylskiego i tych, których obecność tam można odnaleźć – i którą twórczo rozwinęła, dokonała ewokacji, uobecnienia człowieka i pisarza, wykreowała świat, w którym chce się przebywać i do którego pragnie się wracać.

 

Na skrzydełku książki wydawca umieścił zdjęcie autorki, która dłońmi obejmuje szyję w geście przypominającym figurę kwiatu lotosu, w hinduizmie symbolu wiecznie odradzającego się życia. To, być może odległe i dowolne, skojarzenie, które we mnie ono wywołało, koresponduje z najgłębszym sensem utworu, będącego według mnie realizacją orfickiego powołania literatury – wyprawą do świata umarłych po tajemnicę życia. W latach 2009–2011 rodziła się w Warszawie i na drogach Europy książka (jej kształt dojrzewał zapewne o wiele, wiele dłużej), której urodę i mądrość trudno przecenić i którą – mam nadzieję – będą doceniać wciąż nowi czytelnicy. Bo sztuka wysokiej próby daje nam to, bez czego, w jakimś sensie – w ogóle nie jesteśmy ludźmi – serdeczny uścisk nieobecnej dłoni.

 

http://www.topos.com.pl/topos/